nieWYDAJEmisię

 

                Wiele przeszedłem, lecz wiele przeszedłem też bez sensu. Tak to bywa w drodze! Dawno temu zacząłem szukać, kończąc kolejne ścieżki przekroczyłem granicę, której nie powinienem był spotkać; wyszedłem poza; żyłem, podróżowałem, przeżywałem przygody, błogosławiłem, kochałem, śmiałem się i niczego nie żałuję… lecz teraz podziwiam wiekuistą pustkę i chcę wypełnić to miejsce  przeszłością, która niczym fascynująca grawitacja przenikająca wymiary, utrzymuje mnie przy życiu. Oto drobiny, cząsteczki, skrawki mojego życia. Zabierzcie je ze sobą, rozsiejcie po najdalszych zakątkach, rozrzućcie mocnym zamachem, żyjcie, podróżujcie, przeżywajcie przygody, błogosławcie i niczego nie żałujcie! 

niedziela, 15 listopad 2020 13:53

Wstęp

poniedziałek, 16 listopad 2020 21:12

Wchłanianie

poniedziałek, 16 listopad 2020 21:15

14.03.2020

 

W oceanie zawisły kaszaloty…

 

Wydaje mi się, że to na ten moment czekałem całe życie.

Często mi się coś wydaje.

 

14.03.2020

Gdy opowiadam ludziom, że wiem co jest w ich głowach i wiem, że boją się o tym mówić, otwierają się:

„…i wczoraj miałem trochę podgorączkowy, kaszel, ale nic tam…”

„Jak coś takiego jest, to od razu idzie do bani, że wiesz…”

„Tak, już myślisz, że jesteś chory”

Mogę podnieść lekko ton i odpowiedzieć:

„No i jak, nie ma co przesadzać, chyba co?”

Na pozory nie ma czasu właściwie nigdy.

A teraz zawiązując:

Więc zaczynamy tygodnie bez pozorów, sytuacja jest taka, że świat się zatrzymał, drobinka kurzu zwana koronawirusem (choć pewnie to nazwa medialna, rzadko operujemy fachowi nazwami – ale miłość to miłość… zaraz zobaczycie…)  urządziła sobie po nim wycieczkę, i choć na dziś zarażonych jest mniej niż promil ludzkości (Ciekawe który to będzie, gdy go przekroczy…) to trzeba wytoczyć działa jak na krwiożerczej wojnie, do utraty tchu. Choć brzmi to jakbym czytał scenariusz filmu, może nawet nie z Hollywood… to właśnie nasza rzeczywistość. Bardzo ważne będzie ustalanie, gdzie ona jest, a gdzie jej nie ma. Nie mam pracy, będziemy żyli z oszczędności, długo wyczekiwane wakacje, długo, może nawet lata, mogą prysnąć. Teraz jednak nie ma co o tym myśleć, jesteśmy w domu, ja, ona i córka, kochamy się, zdecydowaliśmy nie dawać małej do dziadków, bo ktoś musi przestrzegać tej kwarantanny. Zamknęli szkoły, uczelnie, przedszkola, żłobki, Internet działa. Potem zamknęli galerie handlowe, kościoły, choć tylko do 50 osób, pubu i restauracje. Wielu już uciekło do domów, a domy nabrały nowego znaczenia, są teraz naszym gniazdem, ostoją bezpieczeństwa, lecz inni przemieszczają się, mniej, ale fabryk nie zamknęli. Mamy jedzenie, woda jest w kranie, słuchamy rytmów Afryki i głowimy się jak zdobyć włoskie IP, bo tam PornHub premium jest udostępniony za darmo. Czy się boimy? Jak widać, gdy się denerwuje, to żartuje, tak, jak Chandler, ale ja w swoim życiu byłem pierwszy …na pewno, ale wolimy się śmiać. Co będzie dalej? Możemy dotrwać w domu do spłukania się z oszczędności, towaru mamy nadzieję nie zabraknie, papier toaletowy jest, a jego producenci zrobili gówniany, złoty interes. Na lato mam odłożone i tak wtedy nie pracuje, żona w budżetówce, będzie uczyć internetowo, kasa na razie się zgadza. Czy to może być ten moment, na który czeka się na lekcjach historii i czytając książki, globalny moment dla indywidualnych dróg? Nie wiem. Różne rzeczy przeczuwam. A inni? Moi rodzice zaprosili brata z rodziną na obiad. Tak chyba wygląda kwarantanna u większości rodaków. Ale to minie, coraz więcej ludzi zaszyje się w domach, jeden po drugim zrozumieją, Internetowe akcje nakłaniania do odpowiedzialności przyniosą skutek, poza tym jest dużo piwa w polskich lodówkach, dopóki go wystarczy sytuacja jest pod kontrolą. Może to był żart, ale to, że naszym społeczeństwem zarządzi się strachem, jest pewne.

 

To może być moment, na który czekałem całe życie, ale nie jestem już rewolucjonistą, kiedyś bym walczył, pewnie ze wszystkimi, przekształcił bym zgodę większości na kwarantannę, w zgodę na zmianę systemu, przynajmniej tak bym chciał. Ale przysięgam na gwiazdy, teraz mam dom, w nim miłość mojego życia i córkę. I nie chce mi się wojować, wszczynać rewolucji i właśnie przeżywam dorosłość, co jest fascynujące, a przy tym jestem szczęśliwy. Zapraszam was na podróż ku przemianie, bo coś mi się zdaje, że wiele się w moim życiu zmieni. Mógłbym nazwać to wszystko: Historia przemiany… i potem moje dane. Będzie ciekawie.

Na dodatek, ten wieczór zakończył się seksem.

piątek, 20 listopad 2020 10:42

Sklepowe półki 11.03.2020

piątek, 20 listopad 2020 10:52

15.03.2020

 

Mogę opowiedzieć o chłopcu, którego w młodości, razem z innymi chłopcami, gwałciła matka pewnego rozrabiaki. Kazała im do siebie przychodzić i tuż za drzwiami, zdjąć spodnie. Masturbowała ich aż stwardniały im penisy, a potem do suchego wytrysku, przytulając, gdy drżeli. Prosiła by nie płakać i zawsze na końcu mówiła po kogo ma iść następnego. Z czasem uczyła ich w trakcie aktu ich ciała i przyjemności, mówiła tyle ile każdy wytrzymał. A on chciał wiedzieć więcej i uczył się aż do pierwszych kropli, do złudzenia przypominającej mleko, spermy.

Jak mogło potoczyć się jego życie?

Nie wystarczy, że wspomnę, iż teraz klęczy na kanapie, przed monitorem, słucha AURORĘ, supergwiazdę i onanizuje się. Jest to całkowite rozwinięcie aktu z dzieciństwa, a w grę wchodzą narkotyki, alkohol w odpowiednich dawkach, lekkie jedzenie i pora. Absolutne rozwinięcie aktu to przemiana tej formy w kontakt z innymi. Pewnie, potrzeba jest też do tego miłość, ale może da się ją wypracować?

Jest na dobrej drodze.

Tymczasem później, ale jeszcze tej samej nocy, do jego domu wchodzi dziewczyna, smukła, jak by była znaczkiem ekskluzywnej marki samochodowej przyszłości. Ściąga buty, zrzuca kurtkę, pod spodem ma niebieską sukienkę z białą obwolutą na dolę, oraz przedziwny krój w kształcie kołnierzyka, też biały, subtelny i skromny. Wspina się na palce, za nią regały z książkami, zamyka nad sobą dłonie i teraz słychać opadnięcie igły na gramofon, który stał na parapecie. Muzyka zaczyna wypełniać wszechświat tego miejsca, jak ciemność, która nie ufa nicości. A ona tańczy. Imię jej na J.

Opowieść robi się coraz bardziej ciekawa. I ciekawe czy do nas wróci.

 

Byliśmy dzisiaj na spacerze, chciałem wypić piwo w plenerze, skoro prawa podstawowe przestały obowiązywać, ale zamiast tego przywlekliśmy mały biały stoliczek i krzesełeczko do piwnicy, w lato odnowimy je i podrzucimy na działkę, odmalujemy i będzie śliczny. Mało ludzi, mało aut, zobaczymy co będzie w poniedziałek, zadajemy sobie pytanie - czy to się dzieje naprawdę?

W TV psycholog - jak radzić sobie z nadmiarem wolnego czasu.

Potem przepisy na urozmaicone menu z puszek.

I jak oszczędzać papier toaletowy. To oczywiście hiperbola, ale śmieszy mnie to, duże środki na małą cząstkę, ale tak musi być, wszyscy albo nikt.

Gdy wieczorem leżałem sobie w cieplutkiej kąpieli, było ciemno, bo lubię się kąpać po ciemku, byłem po łyku wina, myślach zatrzymanych w bieli i pomyślałem sobie o wymiarach, które są jak karty w tali.

 

Może zmienili jakiś szpital w tylko ten zakaźny, a ja miałem na zajęciach chłopca, który chodził rok, potem trochę, a potem przestał. Potem dowiedziałem się, że ma remisje raka. Jeśli jego matka stoi z nim na rękach i ryczy, bo odwołali zabieg, to czy nie jest zdziwiona, nie jest w rozpaczy, bo jesteśmy w stanie dać z siebie tyle poświecenia w sprawie tak błahej, a jemu nikt nie pomoże?

Tymczasem znam też taką opowieść, że gdzieś na Polinezji francuskiej utknął statek, Cruser, na pokładzie 2500 tysiąca osób, tysiąc załogi, w jednym pokoju bogaty facet, lekko siwiejący, po pięćdziesiątce, a na łóżku dziwka, której zapłacił za ten rejs, czternaście dni królowej w zamian za totalną penetrację. A mają na nim zostać jeszcze drugie tyle, a finalnie półtora miesiąca.

Czy będzie z nim negocjować, czy już nigdy mu nie da. Warunki się zmieniły. Będą musieli ze sobą gadać, jeść, bać się i spać i tak zamknięci w kajucie vip, ale to tylko 62 metry.

J. kończy swój udział w tej opowieści, ale zajrzy do innej, obiecuję. Mówi do tamtego chłopca, w skórze faceta: „Przestań sobie wreszcie walić i napisz coś porządnego”.

I w ten sposób wszyscy myślą, że to ja, a tymczasem to tylko taki mały fortel.

 

Oglądam na platformie dokument o guru Osho i przeżywam ciągły szok, jakby ta historia była tą prawdziwą, nie biblia. Jakby tą historię wybrał Bóg gawędziarz.

I wtedy, gdy byłem rewolucjonistą, to gdybym nie mógł bym być z moją ukochaną, to dzisiaj robił bym to co tamci w Oregonie, budował bym miasto, które w prawach miałoby szacunek i miłość.

 

Znam taką opowieść, w której też występuje guru, spotyka on mężczyznę, które poznał czym jest pętla czasu, wytwarzana, gdy pszczoły tańczą. Jego sekta jest inna, choć to mantra wszystkich sekst. U niego ludzie próbują się zrozumieć, rozmawiając, aż tak się stanie, robią to przez terapie, a terapeuci nie są guru.

Lecz jest jeden z nich co może nim być. To ten, który wspiął się wysoko w poznaniu innych. Dzięki pętlom w czasie mogą poznawać ludzi o wiele dłużej, aż im się to uda. To za pomocą pszczół i bystrości. Nie mają siedziby, choć pragną jej, ale jeżdżą po świecie, wszędzie przenikając społeczeństwa, tak by w każdym samorządzie na świecie, w największej organizacji, absolutnej solidarności, mieć kogoś, kto będzie miał coś do powiedzenia. To ambitny plan, większy niż wszystkie dotychczas.

Problem jednak polega na tym, że Guru, ten z nich, utrzymuje harem i uprawia seks z niezliczoną ilością młodych kobiet.

Czyż rzeczywiście jest to taka niespodzianka?

piątek, 20 listopad 2020 10:54

Najwyższa wieża z puszek

piątek, 20 listopad 2020 10:56

16.03.2020

 

Próbując wyobrazić sobie istoty składające się z mgławic, dla których wszechświat jest domem, przypomina mi się co miałem jej powiedzieć. Kochana, w wielu dziełach jest pytanie o to kim jesteś, lecz prawda jest większa, pomyśl sobie o wszystkim tym co przeżyłaś i co miałaś w głowie. To jesteś cała ty. Jakby linia Twojego życia nie była sznurem, a płaszczyznami; pola wypełnionymi wielką ciemnością, gdzie Cię nie było, ile potrzeba. Kolejne kafelki, jak śrut w drewnie, jak tereny między irygacją; jesteś jak ryżowe tarasy; czy widziałaś kiedyś farbę lub atrament rzucone w wodę, niczym proszek w dniu festiwalu kolorów?

 

Istoty te miałby kształt i usposobienie dla mnie kompletnie niezrozumiałe, ich cele byłby jak rozkazy dla żuków wydane przez ludzkie dziecko. Lecz mogłyby wyglądać tak, że uznam to za piękne.

 

A ona jak źdźbło na szacie, a obok ja i nasze miejsce w kosmosie, bez znaczenia, zaraz nas strzepną.

To też mógłbym uznać za piękne.

Tata przyniósł nam trochę zakupów i wieczorem zostawił pizzę obok oleju na wycieraczce. Robimy tak z powodu społecznej kwarantanny. A my znów się kochamy, a potem jemy. Nie mogę wyjść z zachwytu, gdy dopasowujesz do siebie to różowe koronkowe body, jesteś wyjątkowa i dla mnie, to jak uroczysty przypadek, który można nazwać szczęściem. Mam go wiele, bo jak mam to inaczej określić, gdy moje oczy samoistnie zmieniają się w czarne dziury, by móc przyciągnąć ten widok bez względu na wszystko i totalnie, poza horyzont zdarzeń, tam, gdzie jestem tylko ja, jako złota kula na dnie leja wieczności. Jesteś przepiękna, cały drżę, wino przygotowuje nasze palce, serca biją w bębny krwi coraz mocniej, jak Cię złapię to nie będzie między nami żadnej bariery, nawet elektromagnetyzmu, mamy prawie trzydzieści lat, a ja kocham Cię tak mocno jak jeszcze nigdy i pragnę Cię jak pierwszy raz, a Twoje ciało dojrzałe i słodkie, jesteś owocem, cukrem, a ja przeszedłem cały las by Cię zerwać. Pachniesz jak ciasto, Twoja skóra miękka, moje dłonie pewne… a my znów się kochamy, a potem jemy.

 

 Czy nie wstyd nam się tak bawić w ten czas?  Jemy, pijemy, palimy i seks. Filmy i seriale, taniec, lenistwo, to co nas scala, rozkruszonych przez ciosy życia, to co nas scala o czym wiemy tylko my, nadszarpnięci od zawsze, kochając życie, ale jednocześnie go nienawidząc, czego od nas chce? my nie chcieliśmy za wiele i staliśmy się dorośli. Teraz musimy się tego trzymać, młodość wydaje się przereklamowana, bunt z czerwoną flagą w wypadku kwarantanny byłby tak samo głupi jak inne tego typu ruchy, które nie pozbywają się pozorów i tworzą kolejne porządki ustalone, szybko i bez pewności, że zmieni to świat na dobre. Poza tym kto miałby mnie słuchać, skoro zagraża nam pandemia wirusa, a ludzie oblegają Castorame i LeroyMerlin, bo skoro mają czas to nadrobią domowe remonty. 

 

Jest ktoś, przez którego nie możemy uciec i do którego miłość sprawi, że będziemy bez łzy w oku, robić to czego nie chcemy, co będzie nam sprawiać przykrość, leży pod nami i dycha cały zarumieniony, to rewolucje są zagrożeniem, wszelkie ruchy rozhermetyzujące to wojna.

 

Są takie stany, które nie są zjednoczone, ustalić można jedynie część geometrii, bo nawet odległości to ciemność. Lecz wiedzą, że nie ma takiego stanu, w którym nie ma drobiny czegoś innego; to jak z mrokiem i światłem i w jednym i w drugim zaskoczenie na zakończeniu, czuję się bezpiecznie, to tylko zielony pachnący pył i zaburzenia jak w powietrzu nad ogniem, w mieszaninie wyobraźni i paru innych rzeczy. Jest też taka szansa, że trafi we mnie cząstka pędząca z przyszłości i zakłuci wszystko przez co musi przelecieć, i ten tunel, bolesny dla neuronów, stanie się domem nowej myśli, to ma ona szanse urosnąć do masy wyobrażenia. Potem już tylko trochę do latania. I nauczyłem się wyłapywać te cząstki, a właściwie ściągać, choć trochę stając się dla nich większą grawitacją, długie lekcje za mną, długie przed wami, grawitacja to nie jedna siła, to pewne. Dzięki temu mogę rozwijać się szybciej i w domu i tworzeniu, ale czasem jest też strach. Tym jest historia o porządkach ustalonych. Czy z sensem, oceńcie: jest to era wpływów ustalonych w ludzkich wyobraźniach, która potrafi zmieniać rzeczywistość, która również jest pewną wizją. Na przykład rewolucja francuska, moment, gdzie wyobrażono sobie zupełnie coś innego niż to co było wokół. Porządek ustalony pęka. Tu pojawia się wspomniany lęk, otóż by wydostać się z jednego porządku ustalonego, trzeba wejść w następny. A jeśli ja zmieniam się na terapii, w farmakologicznych wakacjach, pracy nad sobą, rozmów z ukochaną i medytacyjnych sesjach kąpielowo-dymnych, to wcale nie jest to uwolnienie, a nowy, ustalony przeze mnie i okoliczności, porządek… – tu nadchodzą Ci co mówią o wyjściu z ostatnich pęt, ale oni to zwyczajni skurwiele. Gdy tak to przedstawiłem to myślę, że nie było inne sposobu na duchowość dla ludzi, bo co to znaczy uwolni się!? To oznacza nie bądź już człowiekiem, ludzie mają porządki ustalone w DNA.

 

Żyjemy pomiędzy oczywistościami, czy skupiać umysł czy go całkowicie otworzyć. I nie ma złotego środka, każdy tak świadomy jak ja to wie. Życie to nie opowieść, to łączy się z tymi istotami, bo naprawdę możemy nie mieć żadnego znaczenia. Cały Ty, pola w dolinie cienia, wszystko co w środku i na zewnątrz, bez jakiegokolwiek celu. Bez znaczenia.

I tutaj ja czuję się wygranym, lecz tej nowiny nie mogę zanieść nikomu innemu i staje się jak Ci wielcy ludzie w swoich małych domach, uprawiający swoje poletko, zwyczajni Jezusi i Buddowie dnia codziennego, o których nikt się nie dowie, a którzy zrozumieli powyższą prawdę. Być może nie ma nic. Wychodzę z wanny, tłucze umysłem o lustro, ciemność scala mnie i jestem, taki jaki jestem teraz.

Pod Lidlem pustki, lekki deszcz, myślę o moim kanale filozoficznym na YouTube.

 

Na początku każdej książki jaką napisałem ten cytat:

„Henry Miller – Klimatyzowany koszmar

Tekst Swamiego Vivenkanandy”

piątek, 20 listopad 2020 10:57

Tekst Swamiego Vivenkanandy

piątek, 20 listopad 2020 10:59

17.03.2020

 

Kiedy nie chce mi się pisać, a wymaga tego ode mnie plan, a planuje to skrupulatnie, by nie osłabiać morale i pozostać zdyscyplinowanym, czuje jakbym odbył długą podróż mając chorobę lokomocyjną. Sufit spada mi na głowę, wszystko mnie rozprasza i skraplam czas skacząc po różnych stronach. Mam co pisać, trzy książki na raz, każda pod innym pseudonimem, teksty, spisywanie konspektów i przygotowywanie się do wspomnianego przedsięwzięcia na kanale strumieniowym. W tej sytuacji jednak, mam czas.