poniedziałek, 10 kwiecień 2017 10:55

Przez… I

Rate this item
(0 votes)

…wschód, zachód, środek. Przez Litwę, Łotwę, aż po Estonie i statki wychodzące z portu, niczym wielkie kosmiczne barki sunące po gładkim morzu. Przez Grecję, Paryż; wysoko, na Montmartre, muzeum seksu, muzeum Salavadora Dali, przez Czarnogórę, Dubrownik i najpiękniejsze miejsce na ziemi, które przywołało mnie jak zwykle używając do tego konstrukcji przypadku. Przez Anglię, przez jej środkowy pas, pijąc cydr i śpiewając robotnicze piosenki wraz ze skazańcami, którzy bez przewinienia zmuszeni zostali do niekończącej się banicji. Przez Oslo, tygiel świata, bogactwo i biedę, następnie przez odyseję kosmiczną na koniec świata, tutaj, jeszcze nie ten najdalszy...

...przez Szkockie highlandy, bliskość, naturę zamkniętą pod ochronną kopułą chmur, mżawki i owczych futer. Przez Barcelonę Gaudiego, Włochy Romea i Julii, a także wyjątkowy Kaukaz wypełniony Gruzinami i cierpiącymi sto lat po ludobójstwie Ormianami. Przez Chorwację, która przypomniała o podróżach mniejszych, mikro zabawach w odkrywanie. Przez koncerty, nieprzespane noce, uderzenia basu wprost w klatkę piersiową, która pochłania każdy dźwięk, zmiana kołatania serca zwiastuje oświecenie. Przez Santanę, malutką, ale jakże promieniująca, niczym anioł, Zaz, przez Scorpionsów, wiatr wolności, a wolność jest w nas – wszystko jest w nas. Przez Pearl Jam, za pierwszym i za drugim razem z najodpowiedniejszą osobą. Przez diabły z ACDC, na czubku ich rogów, potem skokiem na gryf, po strunach, do piekła. Przez Manu Chao, który nigdy nie może skończyć, który zakochuje, zakochuje na zawsze. Przez festiwal Ryśka Riedla, trzy razy, od apogeum po upadek, przez Lady Punk, Perfekt, przez polskich Jaggerów i Richardsów. Przez Come, T.Love; najlepszy koncert w historii, pot skraplał się z sufitu, byliśmy połączeni bardziej niż dłonie splecione w uścisku. Przez Johnego Rottena, który z pogardą, patrząc na nas, współczesna młodzież, pytał gdzie jest nasza złość? Gdzie jest nasz gniew?! Potem zaczął się Przystanek Woodstock, a ja mówiłem Jurkowi, żeby ściągną Manu Chao i nie myliłem się, pod sceną zmieniliśmy się w kolorowy kocioł, który, gdyby eksplodował zmienił by świat na lepsze. Były też inne momenty – chociażby Jolka, Jolka, łzy i przez koniec trzeba było wrócić do życia. Przez Metallice, Iron Maiden, prawie na miejscu, z przyjacielem, słysząc, że struny można wykrzywiać tak, jak wielu fizyków teoretyków nie jest w stanie sobie wyobrazić. A oni wyobrażają sobie czarne dziury! Wreszcie przez Boba Dylan! We własnej osobie, ocean dusz spija z jego ust, a on staje się falą i wreszcie, nieskrępowany, opuszcza tą niewystarczającą rzeczywistość. I przez Bon Jovi, niewiarygodne, ale był tu Bon Jovi! To co tam się wydarzyło to najintymniejsze zdarzenie w dziejach świata – wybrałem palec, wsunąłem na niego kółko i recytowałem Alweys.  Przez Areosmith, pijacki marsz w tą i z powrotem, przez Airborne; szaleńców, którzy kreują show godne największych, to jest charyzma, to jest potrzebne jeśli chcesz grać, śpiewać lub tańczyć. Niewiarygodne, ale przeszliśmy przez System Of A Down i to nie w normalnej porze, gdzieś na stadionie czy hali, oj nie, to było w samym centrum, w kraju, który ciągną muzyków korzeniami, w rocznicę ich największej tragedii. Przez Deep Purple, Dave Matthews Band na którego znów namawiam Jurka i w końcu przez Cieszanów Rock Festiwal, na końcu świata w trzydziestu stopniach, zieleni i Kazikiem. Wracając przez Ostróda Regge Festiwal okazało się, że i w województwie warmińsko-mazurskim można stworzyć enklawę dla miłośników zielonych dymków. Przez…