poniedziałek, 10 kwiecień 2017 11:04

Przez… III

Rate this item
(0 votes)

                …marihuanę, alkohol, halucynacje, imprezy nigdy nie kończące się nocą, dotykanie sufitu, tarzanie się po podłodze, tupanie nogą, tańce do utraty tchu i jedzenie, wspólne wkładanie rąk do jednej miski. Przez energię, która znika, gdy zbyt dużo bodźców przenika nasze umysły. Energię młodości, niewyczerpaną, niczym źródło długowieczności. Głupoty, szaleństwa, nocne miraże, walkę z samym sobą, walkę o jeszcze jedną chwile prawdziwego życia, pożądanie, seks, napięcie i kończący wszystko kebab...

...przez rozmowy do białego rana, nieograniczone, bezkompromisowe, szalone, twórcze, kłótnie, dyskusje ze starszymi, z profesorem, który zapewniał, że waląca się cywilizacja to nie jest problem. Przez dziwaków, których poznałem na pęczki, odmieńców, którzy lgną do mnie niczym muchy do lepu. Joginów sprzedający zbawienie, mnichów, pytających o drogę i filozofów, którzy wstydzili się przyznać, że są filozofami. Przez zrozumienie wariatów machających rękoma przez szyby szpitala dla umysłowo chorych, przez sztukmistrzów, klaunów, zawadiaków, ludzi, którzy jak cyganie żyją w drodze, a ich domem jest łąka za miastem, tam gdzie budowle nie zabijają ludzi. Przez gwiazdy, bardkę, która pomimo upływu lat trzyma się całkiem nieźle – to Maryla Rodowicz i przygoda jaką przeżyliśmy chcąc sprawić przyjemność jej fanowi, a naszemu dozgonnemu przyjacielowi. Przez godzinę drugą w nocy, gdzie moje dzieci zbierały się wokół moich nóg i słuchały jak gram i śpiewam w kółko to samo, lecz tak samo energicznie jak setki frontmenów rozgrzanych do czerwoności, rockowych kapel. Przez śluby, wesela, pogrzeby, te same emocje, gdy wzruszając ramionami mówimy: „Takie jest życie”. I wreszcie przez ludzi, tych poznanych na samym początku, przez tych indywidualnych i tych, którzy niepostrzeżenie wdarli się w nurt linii mojego przypadku. Niepełnosprawnych chętnych do walki, Amigo, o którym nie da się napisać wszystkiego, motywatorów z podróży czy zwykłych przejazdów z punktu a do punktu b, dzwięki, prostytutki, kurwy, które zostaną jako ostatni ludzie w królestwie ludzi zmienionym w piekło zombie i demonów. Przez obcokrajowców, mentalne kochanki, przyjaciół wyobraźni i gangsterów, którzy śmiali się w niebogłosy, gdy ktoś mówił im, że czegoś nie wolno. Przez pracę, stałą, dorywczą, na umowę o dzieło, nigdy na pełen etat, przez zapierdol o jakim w szkole nie wspominano, tyranie od rana do nocy lub na nocną zmianę; w pocie, łamaniu kości, ale przez uśmiech, satysfakcję, poczucie, że jest się częścią ludzkości, człowiekiem, naprawdę człowiekiem. Przez relacje, a to co innego jak znajomość, odmienne stany świadomości, widoki, krajobrazy, jedyne takie momenty w historii. I wreszcie przez chorobę, ułomności, płacz, niedomaganie, żal, cierpienie, te ludzie uczucia; smutek, przygnębienie, beznadzieję… Wydobywały mnie pomysły przez które docierałem do innego świata. Przez twórczość, wymyślanie, przez nieograniczone myśli, przez… przez ostatni krok, przez… i aż do kosmosu w mojej głowie.

More in this category: « Przez… II ...1. »