poniedziałek, 10 kwiecień 2017 11:07

...najdalszą podróż – prolog

Rate this item
(1 Vote)

                Spakowałem kanapki, dwie, jedna z dżemem bo przypomniałem sobie, że takie lubiłem najbardziej w dzieciństwie, gdy robieniem kanapek zajmowali się Ojciec z Matką. Dżemem i masłem, grubo, chleb świeży, z makiem. To wcale nie było tak dawno temu... 

...oh, odchodzi chrupiąca skórka… ta kanapka i słońce latem, bez szkoły, to chyba mój najszczęśliwszy moment w życiu, dosyć dawno i dosyć wcześnie, czy jeszcze jakieś mnie spotkają? Więc spakowałem kanapki, dwie, z dżemem i masłem grubo i butelkę z wodą; do małej przelałem z dużej. Ubrałem się ciepło, przyduża kurtka, zielona, ohydna, założyłem białą czapkę, zimowe buty, pod spodniami miałem kalesony i pojechałem, do centrum, na Świętojańska, by samemu, poza kogokolwiek wiedzą, zdobyć Kamienną Górę. Przystanek, chodnik, mokre kafle, śnieg zalega w kątach, ale tam, pod drzewami jest więcej, schody, szczyt, krzyż i zimne, najsmaczniejsze, niebieskie, powietrze. Moja pierwsza podróż. Pochwaliłem się Mamie. Wszystko było dobrze. Wszystko było dobrze.

More in this category: « ...1. ...najdalszą podróż »