poniedziałek, 18 luty 2019 21:50

...zło I

Rate this item
(0 votes)

            Jeżeli zło jest formą idei i mieszka, jak każda idea, w wyobraźni, tam są jej początki, stamtąd się pobudza, tam się tworzy, staje większa, to można pokusić się o pytanie, czy bez nas zło by istniało, czy obserwujemy zło w naturze, czy zaobserwowaliśmy zło w kosmosie? Gdyby tak prześledzić losy ewolucji, nie tylko dojrzewania ciał do wyprostowanych form, uwalniania rąk, w ten sposób powiększenia mózgu, gdyby nie tylko zerkać na rozwój psychiki jako całości wyodrębnionej i osadzonej w naszych osobowościach, gdybyśmy spojrzeli precyzyjniej niż w porządki ustalone, które modyfikujemy, powielam, niszczymy, ale wciąż to one kreują naszą rzeczywistość i skupili się tylko na samym złu, gdyby udało się je zdefiniować, to czy zło się zmieniło? Czy umościło sobie jakąś przestrzeń w naszej wyobraźni i stamtąd dopasowuje swoje macki, do wydarzeń, naszych umiejętności, a być może ewoluuje? Gdyby spojrzeć przez pryzmat jednego człowieka, to czy zło jest jak organ wewnętrzny? Czy raczej ja skóra?  Czy potrzebuje form zmyślnych, zręcznych, kreatywnych? Czy są złe drzewa? Czy zło jest indywidualne? Ja mam swoje? A Ty swoje? A może jest takie same dla wszystkich, ale inaczej do niego podchodzimy, przez nasze role, nasze osobowość, poczucie wnętrza i inne kombinacje? Zło jest tajemnicze, choć wydaje się, że większość z nas umie je opisać i na pewno każdy z nas umie zło, potrafi być złym, jakby naturalnie. 

Pierwszy raz zło zobaczyłem, na żywo, formalnie - gdy oczy zrobiły się czarne. Choć rozpatrywanie zła w kategorii mroku, ciemności, brzydoty, może nie mieć sensu, bo zło nie wygląda. Jednak są tacy ludzie, którzy są po prostu źli, w toku doboru naturalnego wykształcił się w nas radar, prymitywny, ale skuteczny, który służy tylko do tego by uratować nas, bez walki, bez starcia, z kontaktu z diabłem.

Ten chłopak chodził do klasy z moim bratem, był trzy lata ode mnie starszy, słyszałem o nim tak jak wszyscy, jakbyśmy dostawali tę informację przy narodzeniu, z mlekiem matki, zło jest w pobliżu, narodziło się i będzie trwać. Nauczyciele skreślili go już w pierwszej klasie, byli przekonani, że zostanie przestępcą i modlili się by nikogo nie zabił. Bez mrugnięcia okiem wsadzał małe kotki do worka, zawiązywał sznurkiem, podrzucać do góry i uderzał w nie kijem baseballowym by leciały znad skarpy ku przepaści. Część z nich, gdy leciała w dół, była już martwa, część zmaltretowana dogorywała na dole, w piasku, dusząc się, kwiląc. Życie nic dla niego nie znaczyło. Jakby był zgaśniętym, wkurwionym knotem pośród rzeszy świec.  Był karany, ale to go nie zmieniało, dzieciaki bały się obok niego przejść, potrafił obrócić się i pieprząc komuś w twarz tak sobie, a nie wyglądał jak gladiator, ale wszyscy wiemy, że złoczyńcy nie potrzebują mięśni, potrzebują strachu. Więc zło ma coś wspólnego ze strachem.

Paręnaście lat później, gdy bawiłem się z znajomymi na jednym z festiwali nieopodal miejsca gdzie się wychowywałem, podszedł do nas, zabrał mi czapkę, powiedział, że mojego brata jeszcze szanował, dlatego nic mu nie zrobił, ale mnie nie i chce mnie zabić. Myślałem, że to żart, ale znajomi odciągnęli mnie na bok i powiedzieli, że odkupią mi tę czapkę i lepiej odejść. Wtedy wróciła pamięć, wiedziałem, tak jak oni, do czego jest zdolny. Nie chciałem wylądować z kosą w płucu, dławią się krwią, w stanie krytycznym na izbie przyjęć, tylko dlatego, że obok niego stanąłem. Słyszałem, że teraz siedzi w więzieniu, mam nadzieję, tak jak inni, że dożywotnio. Tu nie ma skrupułów i debat z przeciwnikami długich kar, czy żalu, bo ja też nie potrafię sobie wyobrazić jak można spędzić całe życie za kratkami, taki jego los, nie mamy innego sposobu na zło. Tylko czy zło w więzieniu może odpuścić? Czy klatki mają też coś wspólnego ze złem?

To było człowiecze zło, znałem jeszcze kilku takich chłopaków, ale nie tak zaangażowanych w ciemność. Jakby nie miał duszy, jakby zamiast niej był węgiel, czarny, w którym mieszkał diabeł i nie potrzebował nikogo, tyko jeść, spać, pić i wojny i walki ze wszystkim co choć przez chwilę stara się szukać sensu.

Szkoła też ma coś wspólnego ze złem, na podwórku nie hierarchizowaliśmy uczuć. Pierwszy raz poznałem bezsens złą, gdy w budzie zabrano mi zabawkę, zniszczono ją, a w odpowiedzi dlaczego, otrzymałem wzruszenie ramionami, że po prostu.

Są też idee, pod które zło się podszywa, czasem jakieś kreuje, czasem jakieś podpala i płonie jak wieczny ogień. Zło może mieć coś wspólnego z współzawodnictwem. Pamiętam jak w podstawówce nękano mnie w formach psychicznych, stworzono dla nas złoty system, idee która stawała część dzieci nad innymi i nauczyciele to wspomagali, a my zarzynaliśmy się jak w jakimś futurystycznym świecie, gdzie dzieci, przyjaciele, wyrywają serca, gniotą je i wyrzucają, każąc patrzeć na to wszystko psychice, która kurczyła się, dojąc miejsce nikczemności. Więc na zasadzie: wrogów trzymaj blisko albo z powodu nie poradzenia sobie z dysonansem, gdy byliśmy dziećmi, a wszyscy wymagali od nas wiary dorosłych – po trupach do celu, ku świętej wierzy, na której szczycie jest coś czego jeszcze nigdy nikt nie widział, zaprzyjaźniłem się z moim ciemiężycielem, chłopakiem, który trwał w równie paskudnej sytuacji, ale pielęgnowany przez matkę, nabył wachlarz zdolności obronnych, obojętności i przede wszystkim, karmienia się urywkami psychiki innych, którą w doskonały sposób rwał. Cierpiał dziecięce prześladowania, były zabawy w kopanie go po tyłku, miał duży nos itp., ale ja zawsze go broniłem, z nadzieją, jeszcze wtedy nieuświadomioną, że wszystko można zmienić, że dobro zwycięży i nie musimy się tak zachowywać. Dopiero dużo później odkryłem, że taka wiara, to jak napęd atomowy dla tamtych ludzi. Próbowałem go ratować, ale chyba nie dla niego, raczej dla świata, dla całego świata, przeciwko całemu złu. Więc zło to też historia niezrozumienia.

I oni kroczą, po zwycięstwo, po złotą erę, po szklane wieżowce, bez względu na cenę, tupocząc na trupach. Czy to nie zło? Czy dzieci nie są na to za małe, czy to tylko rywalizacja? Otworzyłem po raz kolejny woreczek, włożyłem do niego te wydarzenia, ściągnąłem sznurki i kolejny obraz zła wypełnił jego wnętrze, na dnie niezrozumienia. Więc zła można też nie przeżywać.

Często bawiłem się w wojnę, walkę, właściwie najczęściej w zabijanie, oglądałem mnóstwo programów i filmów wojennych, interesowałem się militariami, a w lesie prawie zawsze biliśmy się albo strzelaliśmy do siebie z patykowych pistoletów. Ale nie dostrzegałem w tym zła, szczególnie w wojennych opowieściach. Zło jest albo indywidualne, bardzo bliskie, albo potrzebuje zaznajomienia. Dopiero jak poznałem historię i cele tych wszystkich pogromów i rzezi, dostrzegłem je.

I tu warto zapytać się czy to zło, które doświadczam to rzeczywiście zło, czy tylko to o czym myślę, kiedy myślę o złu. Nachodzą mnie wątpliwości czy zło i dobro w ogóle istnienie: 1. Jeśli jako idea w nas stworzono to nie ma jej nigdzie indziej 2. Może to być tylko nazywanie różnych doświadczeń, polegających na interakcji. Tu czas na zmartwychwstanie filozofii albo na odyseję myśli.

Pamiętam jak ktoś kiedyś na garażach, gdzie odgrywaliśmy najwspanialsze mecze, wziął naszą piłkę, był starszy, stał w grupie i wykopał ją tak daleko, że nigdy jej już nie znaleźliśmy. Innym razem krążyłem na rowerku i zatrzymała mnie banda, a tych band dziecięcych było kilka, po prostu nie wchodziło się im w drogę, a czy pałali się złem? Myślę, że to nie był powód ich rozrabiania. Tu zło też się z nimi bawiło. Zawiesili mi skórę od banana na ramie i powiedzieli, że jak jej nie wyrzucę to mi nakopią. Zrobiłem to, uciekłem do domu, powiedziałem o wszystkim tacie, a on chciał zareagował, bo wszyscy dorośli na osiedlu się znali, ale zabroniłem mu, bo ich bezkarność nie była ważniejsza od pomówień.

Często ludzie zło robią z głupoty, to najgorsza konstrukcja. Dlaczego tak walczę z bezmyślnością i szukam tych którzy się jej nie poddali. Myślimy, pogłębiamy myślenie jakbyśmy kopali w głowie tunele dla nowych połączeń, zadajemy sobie na nowo pytania, staramy się krytycznie patrzeć na rzeczywistość, bo zło robione w bezmyślności, to jak strata wielkich marzeń na rzecz budowania bezsensownych piramid, grobowców, świątyń przemijających bogów. Zadałem sobie pytanie, czy takie zło, nie jest tym ostatecznym, czy zamieniając się w bezmyślnych urzędników, którym nie robi różnicy co jest dobre, a co nie, którzy mogą zrobić wszystko za odpowiednie bodźce, będzie to świat mroczniejszy nawet od świata Orwella, w którym największym lękiem był brak nadziei, bo tu, skończy się wszystko. Tak jak mówiła Hanna Arendt, zło jest banalne. Przykładów podzielonego sumienia, morderców odczłowieczonych mas, grupowych nieodpowiedzialności aż nadto!

Wymyśliliśmy szatany i złe duchy, dlatego, żeby to one były odpowiedzialne, bo my odpowiedzialności unikamy od zejścia z drzewa, choć możemy im podlegać, to one są złem wcielonym, potwornym. Być może pierwszy człowiek, który zobaczył coś nikczemnego, stanął przed dylematem, czy to diabeł czy człowiek i „co mam robić?” Gdy ja staję przed takim problemem nachodzi mnie jeszcze jedna głęboka refleksja. Co robi zło we mnie? Wydaje mi się, że nie narobiłem wiele kłopotów ludziom, których spotkałem i trudno mi jest przywołać w mojej duszy czyste oddziaływania zła. Pamiętam, jak nabijaliśmy się z naszych niepełnosprawnych kolegów w szkole podstawowej, ktoś miął niewyrobiony języczek, nie wymawiał „r”, ktoś inny się posikał, w którejś z klas, ktoś znów inaczej gadał i to były te niepełnosprawności, bo dzieciaki nie potrzebują kalectwa. Mówi się, że to dzieci są skłonne do nikczemnych rzeczy. Wydaje się więc, że zło jest bardzo blisko niewinności. Aleister Crowley powiedział kiedyś, że zrobiliśmy błąd łącząc piękno tylko z dobrem. Momentalnie po tych zdarzeniach miałem tak ogromne wyrzuty sumienia, wynikające z mojej wrażliwości, że musiałem im to wynagradzać, ale chodziło o zduszenie sumienia we mnie, wynagrodzenie mu, a nie zadośćuczynienie kolegom. Potem konstrukcja powtarzała się. Tak, wydaje mi się, że opanowywało mnie wtedy zło, na tyle ile potrafiło, bo przez świadomość lub wielką wyobraźnie, nie musiałem dusić się w klatkach, zło krzyczało do mnie, gnałem biegiem przez łąki podświadomości, a dobiegało mnie tylko echo. Jednak to dowodzi, że zło cieszy się pomału.

Więc złem się nie pałałem, ale zło nie potrzebuje wiele. Zło próbuje obezwładnić uczucia, zmysły, myśli, zło próbuje odwracać prawa, konstytucje, wewnętrzne normy, moralność. Zło próbuje wszędzie. Zło woli chaos niż porządek, nawet taki chaos, w którym nie będzie go wiele. Zło jest sile w grupie, ale zdaje się, że zawsze, po wszystkim, odpoczywa, nawet jeśli wydaje się nam, że toczy wojnę, że jest poranione… nie, ono opuszcza front i swoje marionetki zanim dosięgną je kule. I wytacza działa pokoju – chwila przerwy, rozejm. Zło odpoczywa.

A paktować ze złem nie wolno.

A to co się dzieje dzisiaj? To różnonazywanie. Mowa dywagacyjna, post prawda, która dopuszcza iluzję jako kształt, gdzieniegdzie potrzebny i wypełniający pustkę wyodrębnioną z sieci. Mówi się o walce z mową nienawiści, nienawidząc. Konfrontacja, polaryzacja i karmienie się upadkiem, czyimś westchnieniem obarczonym zmęczeniem; wszyscy dybią tylko na ułamek odpuszczenia, przyznania się, ułamek ludzkich odruchów i zachowań, które nie są dzisiaj pożądane. Gwałci się miłość, tolerancje i niewystarczalność. A przecież zło, które kochać nie może, potrzebuje innej pewności i wydaje się, że już wie, co ją wzmocni. Ludzie stają u progu gwiazd i potęgi boskiej. Pytanie: „Co możemy”, nie będzie miało niedługo sensu. Zostanie: „Czym chcemy się stać?” I czym może stać się zło, które zaniesiemy w kosmos?

Poza tym dzisiaj wielu chce przechytrzyć zło przyjaźniąc się z nim albo z jego tworami. Mówiąc: „nie walczmy, pójdźmy na kawę, ustalimy ramy naszej współpracy. Nie jestem zły, jestem człowiekiem w XXI wieku. Zastanawiam się jak Cię wykorzystać, bo dzisiaj wolno tak wiele, że zaraz przegapię moment i ktoś mnie wyprzedzi i zdobędzie więcej, gdy wolno będzie wszystko.”

Tutaj zostaje tylko nadzieja, że dokonamy właściwego wyboru. Dopuściliśmy do niego, to żadna wolność, bo ona nie jest w poddaniu wszystkiego pod test. Teraz mamy po prostu kłopot.

A jeśli ktoś wacha się, to przypominam o najgorszym dniu w życiu, o wyrwanej z ręki lalce, wyrwanych włosach, kłamstwie najlepszego przyjaciela, krzywdzie i cierpieniu, zdradzie, wyśmianiu, poniżeniu, niezrozumieniu i strachu, a także o milionach wzruszających ramionami, gdy dzieje się zło. To wszystko nim jest.

Więc wtórując piosence: „przyjaźnić się ze złem, nie wolno.”

Zło mieszka w każdym z nas, w naszej wyobraźni, więc nie wyobrażajmy go sobie za wiele.

More in this category: « 13.01.2019 ...marihuanę. »