czwartek, 13 czerwiec 2019 20:59

Młodość I i II Część druga.

Rate this item
(0 votes)

                Młodość jest jak seks z dziwką.

                Było pięknie, wyjazdy, szalone plany, imprezy w środę, seks na kanapie, picie pięć dni w tygodniu odpowiednich dawek alkoholu by stale być upitym, fajerwerki znikąd i nie na sylwestra, beztroska w hipokryzji, praca do czasu uzbierania, bez zastanawiania się jaka to umowa i czy będą składki, skoro z dokumentów liczył się tylko ulgowy bilet, nieporozumienia i krzyki, które były jak dźwięk tamburynu. Jedzenie słodkich rzeczy napakowanych chemią, bo kto wtedy czytał etykietki? Znam człowieka, który kupował prezerwatywy na allegro na kilogramy by było taniej albo takiego co zawsze do piwa kupował chleb dbając o nasze wskaźniki kalorii.

                Młodość jest jak hasła, jak sztandary.

                Młodość jest jak Afryka.

                Oczywiście mówię tylko o mojej młodości i o młodości osób z którymi obcowałem. I jest to raczej płaszczyzna duchowa niż prawna, choć trochę fizyczna.

                Jeśli taka młodość rzeczywiście istnieje, to pewne warunki musi mieć te same, nawet młodość ma swoje granice, prawa. Lecz czy ktoś może chcieć uciec od młodości, czy ktoś może tak bardzo cierpieć, że staje się ona więzieniem, w którym wyrok jest czasem?

U mnie dzieciństwo skończyło się, gdy wyprowadziliśmy się z miejsca mojego urodzenia. To był szok i nagła zmiana. Utknąłem na moment w próżni, bo młodość zaczęła się dopiero kilka lat później. Wydaje mi się, że ma to coś wspólnego z datą, gdy zapragnąłem być pisarzem. Te marzenie trwa do dzisiaj, ale ja się zmieniłem. Młodość, ta młodość chaosu, niepewności i poczucia sensu w szukaniu celu w końcu odpuściła.

                Czy czas w końcu dorosnąć?

                Czy to oznacza utratę czegoś?

                A gdyby tak słowo dorastać zastąpić słowem dojrzewać, może szybciej zrozumielibyśmy o co chodzi z etapami naszego życia, które niewątpliwie istnieją, ale do których zbyt mocno się przyzwyczajamy.

                Faktem jest, że dojrzalsi rzadko słuchają młodszych, lecz dopiero po czasie zrozumiesz, że to nie przez lekceważenie, ani dystans, to przez fakt, że życie nie jest jak szkoła, nie podnosi się rąk do odpowiedzi, nie dyskutuje. Życie staje się trudniejsze, ale, jeśli potrafimy się zatrzymać, wysłuchać swoich emocji, nie przywiązywać się do myśli i pragnień, ten trud okaże się wypełniać podstawowe rejony szczęścia.

                Wymiotowanie w SKMce, szlajanie po obcych osiedlach, autostop, głupie decyzje, włączenie z tymi co robić dalej w życiu, narkotyki, lekceważenie znaków drogowych, papierosy, kółka i podkreślenia w kalendarzach, festiwale, seks w namiocie, chęć poznawania nowych, odmiennych istot, odwiedzenie zaśnieżonej górki, z której zjeżdżało się za dzieciaka, by ponownie, z przyjaciółmi, oddać się wariactwu sanek, jabłuszek i orgiastycznych wspólnych przejazdów na byle czym.

                Młodość to każdorazowe zdziwienie, każdego dnia.        

                Ile jest jeszcze wiedzy do zdobycia? Ile królestw, książąt i królowych, ile rund pokera do zagrania, pizzy do zjedzenia, szczytów do podziwiania i planów ambitnych jak tama trzech przełomów w Chinach. My chcieliśmy jechać na koniec świata do Peniche nie potrafiąc uzbierać na nowe spodnie, a co dopiero na auto i paliwo. Dotarłem tam dużo później, samotny, ale nie sam, rozmowy przez telefon przywracały mi siły, a młodość w tym wypadku była jak uparty osioł.

                Młodość jest jak oczekiwanie kibiców i trenerów na stadionie baseballowym, gdy wszyscy wstrzymują oddech, bo jest szansa, że gracz wybije piłkę poza trybuny. Wszyscy wstają, udało się! Biegnie wokół boiska, powoli celebrując tę chwilę. Młodość jest jak gol w ostatniej minucie, ale już od kilku chwil wiadomo było, że coś się wydarzy, że duchy już rozstrzygnęły tę partię.

                Młodość jest jak upał.

                Ale młodość jest też jak amerykański wrestling.

                Młodość jest jak zdobycie opaski na festiwal, gdy znajoma marzyła o tym by zobaczyć Bjork, ale żadnego z nas nie było stać na bilet. Staliśmy pod bramkami i pytaliśmy ludzi, czy będą jeszcze wracać, a jeśli nie to może podzielą się swoim karnetem? I udało się. Siedziałem później w aucie starszego brata i milcząc wiedziałem, że to jest ta noc, której długo nie zapomnimy. Młodość jest jak te wszystkie noce, które pragniemy ponownie przeżywać choćby w snach, w wyobraźni.

                Młodość jest jak gonitwa, której celu nikt nie zna. Ale trzeba gonić, by pamiętać, by snuć, by idealizować, by było to na zawsze.

                Młodość jest jak młodsza siostra pamięci.

                A co z miłością, można by zapytać, czy w młodości jest miejsce tylko na zakochanie? Rozwój miłości łączy się z dojrzewaniem, kochasz mocniej, co nie oznacza, że gdy się zakochujesz, kochasz mniej. Takie paradoksy są normą w świecie tego najsilniejszego uczucia. Miłość jest jak kosmos, to co o nim wiemy fascynuje nas i jednocześnie przeraża, bo jak to możliwe, by działy się w nim wydarzenia sprzeczne z wzorami? By kogoś poznać, zrozumieć, wierzyć mu przez całe życie, trzeba z nim spędzać czas i rozmawiać, to wtedy w głowie tworzą się połączenia odpowiedzialne za rozpoznawanie tej osoby i po latach, miłość zastępuje słowa i choćby dlatego warto z młodości dojrzeć.

                Młodość więc to lisia kita wystająca z nory.